Efekt latte tylko dla zdeterminowanych?

Efekt latte tylko dla zdeterminowanych?
23
06

Poranna kawa na wynos może Cię uczynić milionerem. W skrócie to byłoby na tyle. Ale jeśli się temu lepiej przyjrzeć, nasuwa się mnóstwo wątpliwości. No bo czy naprawdę codzienne odmówienie sobie symbolicznej kawy z którejś ze znanych kawiarni, sprawi, że zaczniesz oszczędzać? Pod pewnymi warunkami tak.

Tzw. efekt latte, który przywędrował do nas zza oceanu, polega na rezygnacji z zakupu porannej kawy, ciastka czy kanapki. Działając w ten sposób, oszczędzamy. Wszystko wydawałoby się proste, gdyby nie nasuwające się pytanie: gdzie są te pieniądze? No właśnie. Sedno efektu latte tkwi w tym, że równowartość niedoszłych wydatków tego typu powinniśmy odkładać, np. na konto oszczędnościowe czy lokatę. Chodzi o to, aby nasze oszczędności były po pierwsze realne, a nie funkcjonowały jedynie w naszej świadomości, a po drugie – policzalne. Dzięki temu wzrośnie nasza motywacja i poczucie sensu codziennych wyrzeczeń. W przeciwnym razie odmawiając sobie kawy – w celu poczynienia oszczędności – i tak w innej sytuacji wydamy te pieniądze zupełnie nieświadomie.

Tylko czemu akurat kawa latte? Amerykański dziennikarz i autor publikacji finansowych David Bach przekonuje, że regularne oszczędzanie nawet niewielkich kwot, daje naprawdę duże sumy rzędu 300 zł miesięcznie, 4 tys. zł rocznie i nawet kilkudziesięciu tysięcy po kilku latach. Padło akurat na kawę – produkt jako nawyk czy też niewinna przyjemność, na którą nie rzadko wydajemy pieniądze odruchowo i bez zastanowienia, z przekonaniem, że nie stanowi ona żadnego obciążenia dla naszego budżetu. A rzeczywistość bywa często mniej optymistyczna.

Efekt latte naocznie zadziałał w 2008 roku w USA. Wtedy to wobec kryzysu Amerykanie musieli diametralnie ucinać drobne wydatki. W związku z tym odbiło się to negatywnie m.in. na wynikach kawiarni – jedna z największych sieci zamknęła 600 swoich placówek, uzasadniając ten krok właśnie efektem latte.

Przykra świadomość istnienia tego zjawiska powoduje, że już nie tylko kawa kupiona na mieście nie smakuje tak dobrze, lecz także drożdżówka, batonik, napój w małej butelce, lektura gazety, lunch w pracy czy w końcu papierosy. Do tej grupy wydatków niektórzy zaliczają także aplikacje mobilne, gry online, pakiet kanałów telewizyjnych, a nawet abonament w klubie fitness.

Zapytamy: czy to już nie lekka przesada? Aby oszczędzać, trzeba żyć w ciągłej rezygnacji z przyjemności, a nawet dóbr dość podstawowych? Wystarczy, że już poranna kawa w drodze do pracy przestała być tak smaczna… Wydaje się jednak, że efekt latte jest po prostu czymś w rodzaju dość uniwersalnego straszaka i jednocześnie mobilizatora. Jednych skutecznie obudzi i zwróci uwagę na konieczność kontrolowania niewielkich wydatków. Innych zaś zmotywuje do realnych oszczędności – i tutaj już potrzeba nie lada konsekwencji i determinacji.

Udostępnij